Pędzący czas

•luty 19, 2008 • Skomentuj

Niestety postanowienie regularnego pisania… na razie musi odczekać pewien okres… Brak dostępu do komputera i mnóstwo sytuacji sprawia, iż moje myśli będą tu docierały odrobinę wolniej…

Musze ułożyć wszystkie puzzle swojego życie… czas zabrać się za tą układankę… Wspomne tylko, że pozostałe tylko jedna przeszkoda, która czas przekroczyć…

do usłyszenie już wkrótce…

Powrót

•luty 11, 2008 • Skomentuj

Niestety nie zdążyłem sklecić paru słów wcześniej więc muszę nadrobić stracony czas…

Hmmm… Na czym to ja skończyłem… A tak…

Na buzujących emocjach. Emocje buzują nadal, ale tym razem ich reakcje są z goła inne.

Vlk zaniedbał odrobinę systematyczne podawanie swych relacji na świat.  Przygotowywał się do piątkowego egzaminu. Skuteczność tej czynności poddaję w wątpliwość, ale jednak czas nie pozwolił mi zawitać na stronę i zmaterializować mych przemyśleń.

Wiele wydarzyło się w tak wydawało by się krótkim okresie czasu. Po szybkim egzaminie jeszcze szybsza podróż wieloma niespodziankami… Niesamowite zdziwienie ogarnęło mnie gdy przyszedłem na PKP. I ze zdziwieniem odkryłem iż mój pociąg nie pojedzie już o tej porze. Perspektywa czekania na następny po godzinie 18:00 wydawała się wielce męcząca.

Natchnęło mnie i wyruszyłem sprawdzić pks… eureka za 10 minut miałem wyjechać w drogę do samego miasta mojego urodzenia. W drodze jednak odebrałem specyficzny telefon, który nie pozwolił mi spokojnie dojechać do domu… ciągle słyszałem specyficzne słowa, które powtarzały się w mej głowie.  Decyzja zapadła wyjazd za wszelką cenę do Łodzi…

Niepewność przed przyjazdem była ogromna… jednak wszystko rozwiało się na miejscu. Sposób w jaki zostałem przyjęty rozwiał moje wszystkie wątpliwości. Rewelacyjny dzień i poranek musiał się jednak zakończyć i przede mną pojawiła wizja podróży powrotnej. Już bez entuzjazmu i energii jaką objawiałem przed przyjazdem do Łodzi. Nawet ekscytacja przy poznawaniu nowych ludzi nie mogła zapełnić pustki jaka powstała. Niestety trafiłem na tercet skrzypaczek… Mogę to podsumować jednym zdaniem. Głosy i rozmowy tych że Pań były dostosowane do instrumentów na jakich grały. Zmęczony po wielu nieprzespanych nocach próbuję odzyskać siły do dalszej walki z uczelnią.

Dziś udało się połowicznie zwyciężyć… Wyniki piątkowego egzaminu nie były rewelacyjne, jednak pozwoliły na do pytkę, która była sukcesem w każdej postaci.  Szybko i w miłej atmosferze odebrałem wpis i z radością wróciłem do normalnego życia.

Jednak poprawienie egzaminu z angielskiego było jedna wielką porażkom, rzadko mi się zdarza, aż tak bardzo zawalić… Dostałem jednak szanse na kolejne podejście do egzaminu w odrobinę zmienionej formie.

Jeśli wszytko przebiegnie tak jak oczekuję już niedługo znajdę się na politechnice łódzkiej… czy jednak uda się pokaże czas, który jednak sprzyjał mi przez te lata. Więc jestem dobrej myśli…

Do zobaczenia…

Burzliwy dzień…

•luty 6, 2008 • Skomentuj

Dawno nie doznałem tylu sprzecznych emocji…

Czy człowieka muszą targać tak sprzeczne i zmienne emocje? W przeciągu minut zmienia się postrzeganie świata… Rzeczy które przed momentem śmieszyły nagle drażnią.

Z reguły jestem osobą która trzyma emocje na wodzy, kontroluje się i nie pokazuje zbędnych emocji… Tak też był i dziś, po całkiem przyjemnym spędzeniu czasu z przyjacielem wróciłem do mieszkania. Zbliżający się egzamin nie powoduje większych zmartwień dlatego zająłem się  codziennym rytuałem , wiadomości, jakaś mała rozrywka i nauka…

Jednak kobiety naprawdę potrafią namieszać w naszym życiu… Jedno wydawać by się mogło niewinne zdanie, a zaczynam cały płonąć ze złości, czasem zazdrości… A zaraz potem rozmowa jak by nigdy nic jak gdyby żadne słowo nie zostało wypowiedziane… Która wprowadza jeszcze większy niepokój…

W takim oto stanie staram się zasnąć… Na tarczy zegara godzina 3:00 emocja ciągle buzują…

Muzyka przynosi ukojenie… stare dobre utwory przypominają czasy w których z wszytkim dawałem sobie rade… tak będzie i tym razem.

Dzień bez wyzwań…

•luty 5, 2008 • Skomentuj

Dziś bardzo późno zabrałem się do pisania…

Dzień wydawać by się mogło bez większych zobowiązań i naglących obowiązków. Jednak minął w mgnieniu oka, nawet wyniki wczorajszego egzaminu nie mogły obniżyć przyjemności takiego dnia. Co prawda nie jest pozytywny, ale błędy zostały mi wskazane mam wyznaczony cel do pokonani. Nie czuje się “samotnie” tylko jednemu szczęśliwcowi udało się sprostać wymaganiom i chwała mu za to.

Scenariusze o których niedawno wspominałem zacierają się nikną… Przestają istnieć, czyżby to stres sesyjny płatał figle mej wyobraźni…

Koncertowe plany muzyczne zaczynają rozrastać się w tempie logarytmicznym… Na dzień dzisiejszy, przyszły miesiąc obfituje w trzy różnej maści koncerty. Od folk – folk metalu z domieszka awangardy, przez darkwave. Na awangardowo, klasycznie i ludowo kończąc.

Przekonamy się już niedługo jakie wrażenia przyniosą planowane koncerty…

Sesja w trakcie wiec warto o niej wspomnieć. Egzaminacyjnie jestem już w połowie drogi presja ogromna sprawia iż stres w tym roku jest nie do opisania… Ciąży nad nią piętno zmiany uczelni i miejsca zamieszkania… Tak naprawdę jeszcze w duchu nie czuje pewności tej decyzji… Czas jednak pokaże…

A propo czas wyruszyć już niedługo w podróż moim ulubionym krajowym przewoźnikiem PKP. I pisze to bez cienia ironii. Można powiedzieć , że połowę mojej kariery studenta spędziłem w pociągu… Według mnie jest to najlepszy sposób podróżowania, mnogość sytuacji i ludzi na wydawało by się monotonnej trasie w tą i z powrotem jest zadziwiająca. Za każdym razem gdy wsiadam do pociągu czekam na wyjątkowy bieg wydarzeń, który zaraz nastąpi…

Czas się wybrać w długą podróż do miasta Łódź… Czekam aż cyfry w kalendarzu wskażą odpowiednią kombinacje niepowtarzalnych liczb.

Z tą nieukrywaną tęsknotą zamykam kolejny dzień…

Dobranoc


Owocna noc…

•luty 5, 2008 • Skomentuj

Po sennym dniu z muzycznym nastroju… Odrobina przyjemności na lodowej tafli… Kto by pomyślał 5 minut drogi sprawiło tyle radości… Jutro mocne postanowienie o godzinie 8:00 by wyszaleć się do woli bez zbędnego ścisku…

Przyjemna Noc w otoczeniu przyjaciół i bez pisania scenariuszy… po prostu życie takie jakim jest nie przejaskrawione, nie dopisane własnym ołówkiem… Bez maźnięć palca na białej kartce… Radość w czystej postaci… Tym miłym akcentem witam nowy dziń i żegnam stary…

Do dziś przyjaciele… już do dziś…