Nagła pobudka, wzrok utkwił w tarczy zegara… 11:00… Egzamin o 9:30 hmmm… cóż za zdziwienie…
Na szczęście to tylko niesamowicie realny sen. Adrenalina zadziałała błyskawicznie teraz naprawdę realnie i bez żadnych wątpliwości oczy otwarły się na świat…
Krótka poranna krzątanina, włóczenie po mieszkaniu próbowały rozwiać nadmiar emocji. Czas gdy wkładam dobrze dobrany garnitur nie może równać się z niczym innym… Spokój i uśmiech, mobilizacja… Droga na uczelnie, przyjemny poranny wysiłek znana codzienna monotonia…
Z dół w górę, i jeszcze wyżej i znowu z góry… parę znanych z widzenia napotkanych płytek chodnikowych… Część lasu dziś zalanego pięknym wschodzącym słońcem… Gdyby mieć aparat, ileż pięknych zdjęć można uchwycić podczas jednego tylko spaceru.
Nagle nie wiedząc kiedy, obraz sali piwnicznej gdzie już wielu studentów cierpiało swe katusze… Zadowolenie trwało krótko… Z każdym pytaniem pozytywne emocje wędrowały z dala od duszy… Potrzeba walki pchała do przodu, a nóż sie uda nigdy nie wiadomo…
Powrót skomplikowany, jednak sprawny… pragnienie pozostania sememu, zaszycie się w mroku mieszkania uspokojenia ciągle krążącej i buzującej adrenaliny ogarnęło mnie wszechwładnie…
Cisza i spokój jak zawsze w takiej chwili zakłócił dzwonek telefonu… Przez chwile miałem ochotę wyłączyć telefon, zostawić tą rozmowę na później… Jednak nie potrafię nie odebrać…
Zaciekawienie i troska z drugiej strony stały się uspokajają muzyka dla mych uszu… Jednak nie trwało to zbyt długo… Wyczuwam, że coś jest nie tak może to odległość sprawia iż mój umysł tworzy scenariusze… Czuje się niesłuchany… jestem odbiornikiem bez prawa głosu… Mój głos nudzi, nie wnosi nic nowego… Może to tylko wrażenie, bardzo chce by tak było…
Telefon zamilkł…
Żadne dźwięki nie były wstanie dotrzeć do mej świadomości. W zupełnej ciszy, sam ze sobą toczyłem batalie.. Wynik nierozstrzygnięty…
Muzyki nadszedł czas…
